Po drugiej stronie kopuły
Esej inspirowany cyklem felietonów Ryszarda Praszkiera „Przebić tę kopułę”.
Spotkanie z cyklem
Niektóre teksty nie dają się przeczytać „na raz” – trzeba z nimi pobyć, przeżyć je, pozwolić mi działać w nas przez jakiś czas. Cykl „Przebić tę kopułę” Ryszarda Praszkiera to właśnie taki zbiór: nie seria esejów, ale cicha podróż przez warstwy istnienia, które przez lata nauczyliśmy się omijać. To nie poradnik i nie publicystyka. To zaproszenie i … lustro. Nie oceniające, lecz przyglądające się temu, co w nas uwikłane, niespokojne, nadmierne. Temu, co domaga się przebicia.
Moje pierwsze spotkanie z tym cyklem nie było lekturą – było zatrzymaniem. Krótkie tytuły z przedrostkiem „nad-” wywołały lekkie napięcie. Niektóre brzmiały znajomo i zbyt dobrze. Nadsumienność, nadporządek, nadkonfrontacja – jakby ktoś nazywał moje własne mechanizmy, ale bez moralizowania, bez etykiet, bez psychologizowania. Po prostu – pokazując, że czasem robimy „za dużo” tego, co z pozoru dobre. A przez to przestajemy być sobą. Cykl nie obiecuje rozwiązania. Nie ma tu recept, ani trójstopniowych modeli zmiany. Jest za to coś znacznie bardziej wartościowego – spojrzenie pełne współczucia i milczenia, które zostawia miejsce na naszą własną prawdę. Autor pisze, jakby siedział obok. Nie mówi „zrób to”. Pyta: „czy widzisz to, co ja?”. I daje czas, by odpowiedzieć.
Dlatego postanowiłem napisać ten esej – nie jako podsumowanie, ale jako zapis własnego towarzyszenia temu cyklowi. Bo „Przebić tę kopułę” to nie jest publikacja, którą się odkłada.
To tekst, który zostaje i który z czasem zaczyna mówić coraz ciszej, a przez to coraz prawdziwiej.
Metafora kopuły
Każdy cykl potrzebuje swojego obrazu, który niesie nie tylko sens, ale i emocję. U Praszkiera tym obrazem jest kopuła – nie mur, nie klatka, nie więzienie. Kopuła nie zamyka brutalnie – ona osłania i zarazem oddziela. Jest przezroczysta, dyskretna, komfortowa. I właśnie dlatego tak niebezpieczna. To jeden z najbardziej poruszających wyborów metaforycznych w całym cyklu. Bo kopuły nie są systemowe ani zewnętrzne – są wewnętrzne, oswojone, nasze. To wszystko, co robimy „dla bezpieczeństwa”, a co z czasem zamienia się w subtelną formę wewnętrznego zamknięcia.
Każdy esej z cyklu ukazuje inną wersję tej przezroczystej bariery – czasem jest to przesadna potrzeba porządku, innym razem – obsesja logiki, ucieczka w role, struktury, neutralność, spryt, konfrontację. Za każdym razem widzimy to samo zjawisko w innej postaci – coś, co miało nam służyć – zaczyna nami rządzić. I często nawet tego nie zauważamy, bo kopuła nie boli. Jest znajoma. Jest wygodna. A jednak właśnie ta przezroczystość, ten „komfort bez życia”, staje się najważniejszym przeciwnikiem rozwoju. Praszkier nie tworzy opowieści o walce – tworzy opowieść o przebudzeniu. O akcie delikatnym, ale głębokim: zauważeniu, że coś we mnie nie jest mną. Że działam automatycznie, myślę według cudzych wzorców, reaguję w imię ochrony czegoś, co już nie istnieje. Kopuła w tym cyklu staje się zatem metaforą kondycji współczesnego człowieka: wolnego, ale nieobecnego. Kompetentnego, ale nieautentycznego. Zdolnego do działania, ale niepewnego, czy wie po co. Praszkier nie chce nas z niej wyciągać. On chce, żebyśmy zobaczyli, że ona istnieje. I że można podjąć decyzję, by ją przebić. Nie burzyć – przebić. Z delikatnością i odwagą.
Spójność mimo różnorodności
Na pierwszy rzut oka eseje z cyklu „Przebić tę kopułę” mogą wydawać się niezależnymi refleksjami – każdy z nich dotyka innego obszaru: porządku, sumienności, struktury, taneczności, instytucji czy relacji. A jednak już po kilku lekturach widać, że łączą się one w jeden wewnętrzny nurt – nurt odzyskiwania siebie spod nadmiaru. To nie przypadek, że tytuły wszystkich esejów zaczynają się od przedrostka „nad-”. Nie chodzi tu tylko o „zbyt dużo” jakiejś cechy – chodzi o przesunięcie proporcji, w którym coś cennego staje się więzieniem. Porządek staje się sztywnością. Logika – redukcją. Sumienność – obsesją. Struktura – pułapką. Spryt – cynizmem. Neutralność – ucieczką. Emocjonalność – performansem. To małe przesunięcia, które mają wielki koszt: zaczynamy działać według mechanizmu, a nie według siebie.
Mimo tematycznej różnorodności, wszystkie eseje prowadzą w jednym kierunku – ku większej świadomości, obecności i odwadze bycia człowiekiem – nie trybem, nie rolą, nie funkcją. Każda z kopuł dotyka innego aspektu życia – poznawczego, emocjonalnego, społecznego, instytucjonalnego, cielesnego – a mimo to wszystkie kierują nas do tego samego pytania:
Co mnie oddziela ode mnie samego?
Ten cykl można czytać w dowolnej kolejności, ale jego struktura układa się niemal jak proces psychologicznego odzierania się z warstw. Najpierw widzimy kopuły „zewnętrzne” – porządek, struktura, instytucja – potem kopuły poznawcze – logika, racjonalność, spryt – dalej te emocjonalne i egzystencjalne – sumienność, konfrontacja, profanum. To nie system. To rytm. Proces. Przejście. I to właśnie dzięki temu cykl porusza tak głęboko – bo dotyczy nie tylko systemów i schematów, ale również nas samych, zanurzonych w interfejsie codzienności, który przestaje być przestrzenią obecności, a staje się ekranem reakcji. Żyjemy w wygodnych strukturach, komunikujemy się przez ustalone formaty, poruszamy się w rolach i oczekiwaniach
– ale gdzie w tym wszystkim jesteśmy my?
Dlatego cykl „Przebić tę kopułę” działa nie tylko jako zbiór refleksji – działa jak wewnętrzny proces terapeutyczny. Każdy esej otwiera inny wymiar naszego życia i zaprasza, byśmy przyjrzeli się mu z większą uważnością i łagodnością. Nie po to, by coś naprawiać. Po to, by zobaczyć i przestać się zasłaniać.
Między poezją a psychologią
To, co wyróżnia cykl „Przebić tę kopułę”, to nie tylko treść – ale sposób, w jaki ta treść do nas mówi. Styl Praszkiera nie jest akademicki, nie jest też popularnonaukowy. Jest… ludzki. Niezwykle ludzki. Delikatny, ale niepozbawiony stanowczości. Obrazowy, ale nie efekciarski. Pełen ciszy i przerw, które wydają się ważniejsze niż słowa. Każdy esej to bardziej zaproszenie do współodczuwania niż do rozumienia. Autor nie tłumaczy – raczej dzieli się wglądem, obrazem, chwilą, często zostawiając miejsce na własną interpretację czytelnika.
Zamiast rozbudowanych wywodów – metafory. Zamiast argumentów – czułe obserwacje. Zamiast tez – pytania.
Ten styl jest nieoczywisty. Nie prowadzi za rękę. Wymaga uważności, ale też obdarza zaufaniem. Jakby autor mówił: „Ty wiesz. Ja tylko pomagam Ci zobaczyć”. Dlatego ten cykl nie działa jako instruktaż – ale jako lustro o miękkich krawędziach. Takie, w którym nie widać defektów, ale widać to, co przesłonięte. Co nadbudowane. Co woła o przebicie. Język Praszkiera bywa miejscami niemal poetycki. W prostych zdaniach ukryta jest gęstość znaczeń. Każde słowo ma swoje miejsce, każda fraza – swój oddech. To pisanie, które nie próbuje wywrzeć wrażenia. Ono próbuje nie zakłócać. I dzięki temu – działa.
Nie sposób nie dostrzec również psychologicznej wrażliwości autora. Eseje ujawniają doświadczenie pracy z ludźmi – ale nie tej „gabinetowej”, lecz raczej uważnej, obecnej, towarzyszącej. Praszkier nie ocenia. Nie klasyfikuje. Nie pisze o człowieku – pisze do człowieka. Bez nadęcia, bez dystansu, bez autorytarnych wniosków. Styl tych esejów sprawia, że nie można ich czytać szybko. Trzeba pozwolić im wybrzmieć. Bo każdy tekst, choć zaledwie kilkustronicowy, zawiera więcej przestrzeni niż słów. I właśnie w tej przestrzeni zaczyna się prawdziwa przemiana.
Dlaczego ten cykl jest ważny dziś
W czasach, gdy wszyscy mamy być sprawczy, szybcy, kompetentni i elastyczni – cykl „Przebić tę kopułę” brzmi jak cichy głos wołający o… zatrzymanie. Nie bunt, nie rewolucję, nie przemianę w pięciu krokach. Tylko jedno: zatrzymaj się i zobacz, co cię ogranicza – choć wygląda jak twój sukces.
Ten cykl nie konfrontuje, tylko rozpoznaje. Nie obnaża, tylko rozświetla.
W świecie, który premiuje efektywność i produktywność, coraz trudniej znaleźć przestrzeń na obecność, bezinteresowność, ciszę, kontemplację czy relacyjność niezapośredniczoną przez cel. Praszkier nie walczy z tą rzeczywistością – ale podpowiada, że można ją przekroczyć, przebijając kopuły, które z pozoru nas chronią, a w istocie nas izolują. I robi to w sposób, który nie dzieli świata na „dobry” i „zły”, tylko uczy widzieć warstwy. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, żyjemy w interfejsie – z ludźmi, z instytucjami, z samym sobą. Reagujemy szybciej, niż myślimy. Mówimy więcej, niż słuchamy. Jesteśmy dostępni – ale czy obecni? Cykl „Przebić tę kopułę” jest jednym z nielicznych tekstów współczesnych, który proponuje nie więcej – ale mniej. Nie lepiej – ale głębiej. To propozycja rozwoju, który nie jest przyspieszeniem – tylko pogłębieniem.
Eseje Praszkiera są więc – paradoksalnie – tekstem rozwoju osobistego, który niczego nie rozwija. Nie dodają kolejnych umiejętności. Nie uczą kolejnych ról. One odejmują. Warstwa po warstwie. Tylko po to, by odsłonić to, co było zawsze – i co wystarcza.
W czasach zewnętrznych rewolucji – ten cykl proponuje cichą, wewnętrzną ewolucję. Taką, która może nie rzuca się w oczy. Ale zostaje. Na zawsze.
Przebicie jako proces, nie spektakl
W kulturze, która celebruje przemiany widoczne, głośne i mierzalne – „Przebić tę kopułę” proponuje przemianę, której nikt nie zobaczy z zewnątrz. I która nie potrzebuje być widziana, by była prawdziwa. Bo przebicie kopuły – to nie sukces. To nie spektakularna decyzja. To nie historia do opowiedzenia na konferencji TEDx. To raczej cichy ruch wewnętrzny. Rozluźnienie. Uśmiech. Westchnienie. Odłożenie pancerza. Rezygnacja z potrzeby, by wszystko wiedzieć, mieć rację, działać idealnie, być bezpiecznym. Przebicie kopuły to powrót do siebie – nie tego „lepszego ja”, ale tego prawdziwego, prostego, ukrytego pod warstwami „nad”.
Cykl Praszkiera uczy, że kopuła nie musi pęknąć z hukiem. Może rozpaść się w ciszy. Może puścić pod wpływem łagodnego uświadomienia, spojrzenia z innej perspektywy, zatrzymania się, by oddychać. I właśnie dlatego ta przemiana jest tak głęboka
– bo nie odcina nas od dotychczasowego życia, tylko pozwala je przeżyć inaczej. Prawdziwiej.
To przesunięcie z trybu naprawy w tryb obecności jest jednym z najpiękniejszych przesłań tego cyklu. Nie chodzi o „pokonanie siebie”, lecz o zobaczenie, że to, z czym walczyliśmy, to często tylko stwardniała warstwa chroniąca coś delikatnego i autentycznego w nas samych. To nie wyścig. To powrót. Nie osiągnięcie – ale zrozumienie. W tym sensie „przebicie” nie jest jednorazowym momentem – jest sposobem życia. Sposobem patrzenia na siebie i innych z większą łagodnością, z mniejszym lękiem, z większą zgodą na nieoczywistość. To postawa wewnętrzna, która nie domaga się efektów, ale pozwala zdarzyć się wolności.
Zakończenie – po drugiej stronie kopuły
Co jest po drugiej stronie kopuły? Nic spektakularnego. Nie ma tam fajerwerków. Nie ma gotowego scenariusza na nowe życie. Jest cisza. Powietrze. Przestrzeń. I to dziwne, ale znajome uczucie, że już kiedyś tu byliśmy – zanim zaczęliśmy się bronić. Praszkier nie oferuje drogi do nowego „ja”. Nie obiecuje żadnego oświecenia. Raczej delikatnie towarzyszy w rozpoznaniu, że to, co prawdziwe, było z nami cały czas – tylko przykryte warstwami „nad”. Każda z tych warstw miała kiedyś sens. Chroniła. Dawała przetrwanie. Ale w którymś momencie zaczęła oddzielać nas od życia.
Po drugiej stronie kopuły nie czeka żadna nagroda. Czeka codzienność – ale już nie ta sama. Bo widziana z innej perspektywy. Z większą lekkością. Z mniejszym przymusem. Z większą zgodą na nieidealność, ciszę, brak odpowiedzi. Przebicie kopuły nie zmienia świata – zmienia sposób bycia w świecie. I może właśnie dlatego ten cykl ma taką siłę. Bo nie zabiera nas do innej rzeczywistości. Przypomina, że można inaczej być w tej, którą mamy. Bez nadmiaru. Bez obron. Bez roli. Po prostu – być. Tu. Teraz. Sobą.
„Co czeka po drugiej stronie kopuły? Może nie odpowiedź. Może tylko obecność.”