70 punktów na zaufanie. Jim Collins w rozmowie z Timem Ferrisem o swojej najnowszej książce

Piotr Karpowicz – absolwent XII edycji Akademii Psychologii Przywództwa APP i ekspert z ponad 25-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym. Obecnie pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Handlu w Banku Spółdzielczym w Wysokiem Mazowieckiem. W swojej praktyce i autorskich tekstach chętnie łączy twarde realia biznesowe z psychologią przywództwa, poszukując prostych rozwiązań dla skomplikowanych wyzwań współczesnego zarządzania. Jest również Przewodniczącym Rady MBA Business Club WANS przy Wschodnioeuropejskiej Akademii Nauk Stosowanych w Białymstoku

Są rozmowy, które się po prostu słyszy, i są takie, które zatrzymują. Do których wraca się nie po to, żeby coś „sprawdzić”, ale żeby jeszcze raz pomyśleć. Rozmowa Tima Ferrissa z Jimem Collinsem wokół jego najnowszej książki „What to Make of a Life”, opublikowana na YouTube, jest właśnie jedną z nich – punktem wyjścia do szerszej refleksji nad sensem, zmianą i momentami przełomu w życiu. Bo to nie jest rozmowa o przywództwie w klasycznym sensie. To rozmowa o życiu – w momencie, kiedy przestaje być przewidywalne. Ten esej nie jest jednak zapisem wywiadu, lecz próbą uchwycenia i rozwinięcia jego najważniejszych wątków w formie autorskiej interpretacji.

Punktem wyjścia jest historia bardzo osobista. Żona Collinsa, mistrzyni świata w Ironmanie, w pewnym momencie traci możliwość dalszego uprawiania sportu. Traci coś więcej niż aktywność – traci część swojej tożsamości. Wtedy mówi zdanie, które staje się osią całej książki: „Czuję się, jakbym umierała.” Collins dopowiada: „W pewnym sensie miała rację… ta tożsamość… była jej odbierana.” I właśnie z takich momentów, które nazywa „cliff events”, zaczyna się jego refleksja. Nie nad tym, jak osiągać sukces, ale nad tym, co zrobić ze swoim życiem, kiedy grunt usuwa się spod nóg.

Co ciekawe, Collins przyznaje, że początkowo chciał badać coś znacznie węższego – proces odnowy, „self-renewal”. Ale szybko zorientował się, że pytanie jest większe. „Zdałem sobie sprawę, że nie badam odnowy… badam znacznie większe pytanie: co zrobić ze swoim życiem.” I to zdanie ustawia całą perspektywę tej książki. Bo życie – w ujęciu Collinsa – nie jest jednorazowym wyborem, ale serią powrotów do tego samego pytania, które pojawia się za każdym razem, gdy coś się kończy albo zaczyna się na nowo.

Jednym z najbardziej zaskakujących wątków tej rozmowy nie jest jednak dramatyczny moment przełomu, lecz coś znacznie bardziej subtelnego – stan, który Collins nazywa „fog”, mgłą. To okresy zagubienia, braku kierunku, zawieszenia. I co ważne – są one uniwersalne: „Ludzie mogą stracić dekadę, tkwiąc we mgle.” A chwilę później dodaje: „Mgła przydarza się każdemu – nie panikuj z tego powodu.” To jedno zdanie działa jak odwrócenie logiki współczesnego rozwoju osobistego. Bo zamiast traktować brak jasności jako problem, Collins uznaje go za etap. Nie błąd – lecz fazę.

Z tej perspektywy szczególnego znaczenia nabiera pojęcie „encodings”, które trudno przetłumaczyć jednym słowem. To nie są kompetencje ani talenty w klasycznym sensie. To raczej głębokie, trwałe predyspozycje, które ujawniają się w działaniu. Collins opisuje je obrazowo: „Masz całą konstelację swoich predyspozycji… ale twoje życie jest jak rama okna, przez którą widzisz tylko ich fragment.” I właśnie tutaj pojawia się jeden z najważniejszych momentów rozmowy: „Gdybym miał 100 punktów… 70 postawiłbym na zaufanie, a nie na odkrywanie.” Innymi słowy – problemem nie jest to, że nie wiemy, kim jesteśmy. Problemem jest to, że nie ufamy temu, co już w sobie przeczuwamy.

W tym kontekście szczególnie wybrzmiewa jeszcze jedno zdanie, które może zaskakiwać: „Mam więcej energii w wieku 67 lat niż miałem w wieku 37.” To nie jest deklaracja o dyscyplinie czy stylu życia. To efekt bycia „in frame” – w zgodzie ze swoimi predyspozycjami. Collins odwraca popularne przekonanie: energia nie spada z wiekiem. Spada wtedy, gdy jesteśmy poza swoim „frame”. I rośnie, gdy robimy to, do czego jesteśmy wewnętrznie dopasowani.

Jednym z najbardziej praktycznych elementów tej rozmowy jest koncepcja „return on luck”. Collins rozróżnia rodzaje szczęścia – zdarzenia, ludzi, momenty historyczne – ale podkreśla coś znacznie ważniejszego: „Szczęście jest równe. Zwrot z tego szczęścia – już nie.” Nie chodzi więc o to, ile mamy szczęścia, ale co z nim robimy. Bo – jak dodaje – „Nie każdy moment w życiu ma taką samą wartość.” Są chwile, które wymagają szczególnej reakcji – momenty, które mogą zmienić trajektorię całego życia, jeśli potrafimy je rozpoznać.

Paradoksalnie, jednym z największych zagrożeń, o których mówi Collins, nie jest porażka, lecz sukces. Sukces zwiększa liczbę możliwości, rozprasza uwagę i może oddalać od tego, co naprawdę istotne. Dlatego Collins wraca do niezwykle prostego, a jednocześnie wymagającego obrazu: „Życie jest ostateczną kartą perforowaną.” Każda decyzja jest jednym „dziurkowaniem”, którego nie da się cofnąć. To metafora, która przywraca wagę wyborom – nie jako abstrakcyjnym decyzjom, ale jako realnym ograniczeniom.

W tym samym duchu pojawia się jego refleksja o pieniądzach. Nie jako celu, lecz jako narzędziu. „Czy pieniądze są paliwem do robienia tego, do czego jesteś stworzony?” – to pytanie odwraca klasyczną logikę kariery. Bo nie chodzi o to, by pracować dla pieniędzy, ale by pieniądze umożliwiały robienie tego, co ma dla nas sens.

I wreszcie, na końcu rozmowy, Collins wraca do definicji sukcesu – jednej z najprostszych, jakie kiedykolwiek sformułował: „Sukces… to to, że moja żona z każdym rokiem coraz bardziej mnie lubi i szanuje.” To zdanie wybrzmiewa jak cicha puenta całej książki. Po wszystkich modelach, badaniach i koncepcjach zostaje coś bardzo podstawowego… RELACJA.

 Nagranie dostępne pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=4eOFHZ7JaJQ