Porażka bez patosu. O książce Jarka Łojewskiego „Anatomia porażki”

Piotr Karpowicz – absolwent XII edycji Akademii Psychologii Przywództwa (APP) i ekspert z ponad 25-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym. Obecnie pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Handlu w Banku Spółdzielczym w Wysokiem Mazowieckiem. W swojej praktyce i autorskich tekstach chętnie łączy twarde realia biznesowe z psychologią przywództwa, poszukując prostych rozwiązań dla skomplikowanych wyzwań współczesnego zarządzania. Jest również Przewodniczącym Rady MBA Business Club WANS przy Wschodnioeuropejskiej Akademii Nauk Stosowanych w Białymstoku.

O porażce łatwo mówić wtedy, gdy już przestała boleć. Gdy można ją opowiedzieć ze sceny, ubrać w anegdotę, zamienić w lekcję albo dopisać do niej późniejszy sukces. Znacznie trudniej zatrzymać się przy niej wtedy, gdy jest jeszcze świeża… zawstydzająca, kosztowna, nieprzyjemna, czasem bardzo trudna. Anatomia porażki Jarka Łojewskiego zaczyna się właśnie od tej uczciwości. To nie jest książka o tym, że warto przegrywać. Nie jest pochwałą upadków ani romantyczną opowieścią o tym, że każde niepowodzenie musiało się wydarzyć, abyśmy mogli stać się lepszymi ludźmi. Nie trzeba porażki lubić. Trzeba natomiast nauczyć się z nią pracować.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa wartość tej książki.

Łojewski pisze o porażce z pozycji człowieka, który nie tylko ją opisał, ale przez lata słuchał historii ludzi, którzy musieli się z nią mierzyć. Doświadczenie FuckUp Nights[1], późniejsza działalność Fundacji Dobra Porażka[2], praca z zespołami i organizacjami – wszystko to sprawia, że książka nie brzmi jak zestaw eleganckich haseł z prezentacji motywacyjnej. Jest w niej praktyczny ciężar. Autor wie, że niepowodzenie rzadko przychodzi w czystej, dydaktycznej formie. Najczęściej przychodzi jako chaos: coś się wydarzyło, ktoś zawiódł, coś nie zadziałało, ktoś poczuł wstyd, złość albo strach, ktoś próbuje się tłumaczyć, ktoś inny szuka winnego. Dopiero później, jeśli starczy odwagi i mądrości, pojawia się pytanie: czego właściwie możemy się z tego nauczyć?

Łojewski odbiera porażce jej fałszywą wielkość – nie pozwala jej stać się wyrokiem na człowieka. Porażka nie jest tożsamością. Nie jest tatuażem wypalonym na skórze. Jest zdarzeniem, które może boleć, zostawić ślad, czasem ograniczyć ruch na jakiś czas, ale nie musi definiować człowieka na stałe. To rozróżnienie brzmi prosto, ale w praktyce bywa bardzo trudne. Wystarczy przypomnieć sobie własne sytuacje, w których jedna pomyłka przesłoniła całe wystąpienie, jedna nietrafiona decyzja odebrała poczucie kompetencji, jedno niepowodzenie uruchomiło w głowie narrację: „nie nadaję się”, „zawiodłem”, „teraz wszyscy będą mnie przez to widzieć”. Łojewski pokazuje, że między tym, co się stało, a tym, kim jesteśmy, trzeba postawić granicę. Bez tej granicy nie ma uczenia się. Jest tylko wstyd albo obrona.

To książka ważna szczególnie dlatego, że przywraca porażce właściwą sekwencję[3]. Najpierw jest zdarzenie. Potem emocje. Dopiero później lekcja. Współczesny język rozwoju osobistego zbyt często próbuje przeskoczyć od razu do ostatniego etapu. „Czego cię to nauczyło?” – pytamy czasem za szybko, zanim człowiek zdąży powiedzieć, że go boli. „Każda porażka jest lekcją” – mówimy, nie zauważając, że dla kogoś w tym momencie jest przede wszystkim stratą, upokorzeniem albo lękiem. Łojewski jest dużo bardziej cierpliwy. Pokazuje, że emocji nie da się ominąć bez kosztu. Można je wyciszyć na chwilę, przykryć pozytywnym hasłem, zracjonalizować, ale wtedy lekcja będzie pozorna. Prawdziwa nauka zaczyna się dopiero wtedy, gdy człowiek potrafi zobaczyć zarówno fakt, jak i własną reakcję na ten fakt.

W tym miejscu książka Łojewskiego ciekawie spotyka się z myśleniem Amy Edmondson[4]. Edmondson pokazała, że organizacje nie uczą się na błędach wtedy, gdy ludzie boją się o nich mówić. Bezpieczeństwo psychologiczne[5] jest warunkiem, by prawda mogła w ogóle wypłynąć na powierzchnię. Łojewski idzie krok dalej i pyta: co zrobić z tą prawdą, kiedy już się pojawi? Jak nie zamienić błędu w polowanie na winnych, ale też jak nie przykryć go banalnym hasłem, że każda porażka jest lekcją? Jego odpowiedź jest bardzo konkretna – najpierw trzeba zobaczyć zdarzenie, potem uznać emocje, a dopiero później wydobywać lekcję. W tym sensie Anatomia porażki jest praktycznym przewodnikiem po tym, co dzieje się później – po odwadze mówienia prawdy.

Ten trop prowadzi do jednego z najważniejszych wymiarów książki Łojewskiego: dojrzałości. Anatomia porażki jest książką nie tylko o błędach, ale także o tym, jak nie uciekać ani w samooskarżenie, ani w usprawiedliwienie. Nie powiedzieć zbyt szybko: „to moja wina, jestem beznadziejny”, ale też nie powiedzieć: „to nie moja sprawa, winni są inni”. Autor proponuje trzecią drogę: zatrzymać się przy tym, co się naprawdę wydarzyło, nazwać emocje, zobaczyć konsekwencje, a potem spokojnie zapytać, co można zrobić inaczej następnym razem. To właśnie ta trzecia droga nadaje książce jej spokojną, praktyczną mądrość.

Dużą zaletą książki jest jej antyheroiczny ton. Autor nie buduje mitu człowieka, który dzięki porażkom staje się niezwyciężony. Raczej pokazuje, że porażka często najpierw osłabia, zawęża perspektywę, uruchamia samotność. Człowiek po błędzie ma tendencję do zamykania się, do kręcenia w głowie tych samych myśli, do wyolbrzymiania znaczenia zdarzenia. Dlatego tak ważna staje się rozmowa z drugim człowiekiem – nie po to, aby ktoś natychmiast pocieszał, ale aby pomógł przywrócić proporcje. W jednym z najtrafniejszych obrazów tej książki porażka zostaje porównana do siniaka, a nie tatuażu. Siniak boli, ale potrzebuje czasu, uwagi i troski. Nie trzeba udawać, że go nie ma. Trzeba pozwolić mu zejść.

Najbardziej interesujące jest jednak to, że Łojewski nie zatrzymuje się na poziomie jednostki. Ta książka jest również opowieścią o organizacjach. O tym, co dzieje się w firmach, instytucjach i zespołach, gdy błąd staje się zagrożeniem dla reputacji, a nie źródłem informacji. Autor dobrze rozumie, że organizacje bardzo często deklarują chęć uczenia się na błędach, ale w praktyce premiują ich ukrywanie. Jeśli po niepowodzeniu pierwsze pytanie brzmi: „kto zawinił?”, ludzie szybko uczą się chronić siebie, a nie prawdę. Jeśli jednak pytanie brzmi: „czego możemy się z tego nauczyć?”, pojawia się szansa na zmianę. Nie oznacza to braku odpowiedzialności. Przeciwnie – oznacza odpowiedzialność bardziej dojrzałą, bo skierowaną nie tylko na winę, ale także na mechanizm, który doprowadził do błędu.

To szczególnie cenne w czasach, gdy wiele organizacji mówi o innowacyjności, zwinności i eksperymentowaniu, ale wciąż boi się prawdziwej rozmowy o niepowodzeniach. Łojewski przypomina, że eksperyment bez refleksji jest tylko przypadkowym działaniem, a porażka bez lekcji jest tylko kosztem. Książka nie daje przyzwolenia na bylejakość. Nie mówi: „popełniajmy błędy, bo błędy są dobre”. Mówi raczej: skoro błędy i tak będą się zdarzały, zadbajmy o to, aby nie były marnowane. To bardzo praktyczna i bardzo odpowiedzialna perspektywa.

Warto też docenić język tej książki. Jest prosty, ale nie uproszczony. Autor pisze przystępnie, z humorem, czasem z lekką autoironią, ale nie traci powagi tematu. Nie zasypuje czytelnika teorią, choć w tle korzysta z ważnych koncepcji psychologicznych i organizacyjnych. Nie tworzy podręcznika akademickiego, lecz przewodnik po doświadczeniu, które zna każdy. Dzięki temu książka może trafić zarówno do menedżera, który szuka narzędzi pracy z zespołem, jak i do osoby, która po prostu chce lepiej zrozumieć własne reakcje po niepowodzeniu.

Łojewskiemu udaje się połączyć dwie rzeczy, które rzadko idą razem: empatię i konkret. Jest tu miejsce na emocje, ale nie ma zgody na utknięcie w emocjach. Jest miejsce na zrozumienie człowieka, ale nie ma ucieczki od odpowiedzialności. Jest miejsce na akceptację faktu, że porażki się zdarzają, ale nie ma zachwytu nad samą porażką. Lekcja zaczyna się dopiero tam, gdzie pojawia się pytanie: „co dalej?”. I to pytanie prowadzi czytelnika przez całą książkę.

Dlatego warto ją przeczytać nie po to, żeby nauczyć się przegrywać. Raczej po to, żeby nauczyć się nie oddawać porażce ostatniego słowa. Żeby zobaczyć, że między błędem a wstydem istnieje przestrzeń na rozmowę. Między niepowodzeniem a rezygnacją – przestrzeń na refleksję. Między winą a bezkarnością – przestrzeń na odpowiedzialność. A między tym, co się wydarzyło, a tym, co zrobimy dalej, mieści się być może najważniejsza kompetencja rozwojowa: umiejętność zamiany trudnego doświadczenia w mądrzejsze działanie.

Anatomia porażki jest więc książką potrzebną nie dlatego, że uczy nas zachwycać się porażkami, ale dlatego, że uczy obchodzić się z nimi po ludzku. Bez patosu. Bez okrucieństwa. Bez taniego pocieszania. Z uważnością, która pozwala powiedzieć: to się wydarzyło, to zabolało, ale to jeszcze nie musi być koniec historii.

Przypisy:

[1] FuckUp Nights – zapoczątkowany w Meksyku międzynarodowy cykl spotkań, podczas których zaproszeni prelegenci publicznie opowiadają o własnych błędach, niepowodzeniach i projektach, które się nie udały. Celem tych wydarzeń nie jest celebrowanie porażek, lecz odczarowanie tematu błędu oraz stworzenie przestrzeni do rozmowy o tym, czego można się nauczyć z trudnych doświadczeń. W Anatomii porażki Jarek Łojewski wskazuje FuckUp Nights jako jedno z kluczowych doświadczeń, które doprowadziły go do założenia Fundacji Dobra Porażka i napisania książki.

[2] Fundacja Dobra Porażka – organizacja założona przez Jarka Łojewskiego, której celem jest rozwijanie wiedzy i praktyk związanych z uczeniem się na błędach, niepowodzeniach i trudnych doświadczeniach. Fundacja prowadzi działania edukacyjne, warsztatowe i popularyzatorskie, pokazując, że porażka może stać się źródłem rozwoju, jeśli zostanie odpowiednio przepracowana.

[3] Sekwencja „zdarzenie – emocje – lekcja” stanowi jedną z głównych osi Anatomii porażki. Łojewski pokazuje, że porażka nie staje się lekcją automatycznie: najpierw trzeba zobaczyć, co się wydarzyło, następnie uznać emocje, które temu towarzyszą, a dopiero później wydobywać wnioski i przekładać je na działanie.

[4] Amy C. Edmondson – profesor Harvard Business School, badaczka zespołów, uczenia się organizacyjnego i bezpieczeństwa psychologicznego. W książce The Fearless Organization pokazała, że organizacje uczą się skuteczniej wtedy, gdy ludzie mogą mówić o błędach, problemach i wątpliwościach bez obawy przed upokorzeniem lub karą. W książce Right Kind of Wrong rozwinęła tę refleksję, pokazując, że nie wszystkie porażki mają taki sam charakter i nie każda powinna być oceniana w ten sam sposób.

[5] Bezpieczeństwo psychologiczne – wspólne przekonanie członków zespołu, że mogą zabierać głos, zadawać pytania, zgłaszać błędy i wyrażać wątpliwości bez obawy przed zawstydzeniem, odrzuceniem lub karą. Nie oznacza braku wymagań ani braku odpowiedzialności, lecz tworzy warunki do szczerej rozmowy i uczenia się.