Autorem tekstu jest Mikołaj Demko, doświadczony menedżer, psycholog biznesu, coach, mentor oraz psychoterapeuta pracujący w nurcie Gestalt. Od ponad 25 lat łączy świat biznesu, technologii i edukacji. Na co dzień wspiera liderów i organizacje w rozwoju, zarządzaniu zmianą oraz pokonywaniu kryzysów. Jako ekspert i wykładowca (związany m.in. z Akademią Psychologii Przywództwa i Uniwersytetem SWPS) pomaga menedżerom budować samoświadomość i autentyczne przywództwo, płynnie łącząc twarde realia biznesowe z głębokim rozumieniem psychologii humanistycznej.
Pozwól rzece płynąć. O tworzeniu warunków dla kreatywności, elastyczności i nie tylko
Zmiany technologiczne, geopolityczne, ekonomiczne sprawiają, że wchodzimy w okres interregnum – bezkrólewia. To czasu pomiędzy „abdykacją” jednego systemu, który przez lata porządkował reguły społeczne, gospodarcze oraz podpowiadał indywidualne strategie rozwoju (w tym: cenione ścieżki kariery), a pojawieniem się nowych, jeszcze nieczytelnych zasad gry. Te nowe reguły będą współtworzone m.in. przez powszechny dostęp do sztucznej inteligencji oraz zmianę realiów geopolitycznych. Nic dziwnego, że raporty i analizy próbujące przewidzieć, co okaże się „twardą walutą” w biznesie i na rynku pracy, dziś przyciągają ogromną uwagę.
Na listach kompetencji „future-proof” widać dwa równoległe trendy. Z jednej strony wracają do łask zawody takie jak hydraulik czy mechanik samochodowy – tam automatyzacja jeszcze długo będzie ograniczona. Z drugiej strony wiele publikacji (m.in. raport Future of Jobs World Economic Forum) wskazuje, że szansę na sukces w biznesie lub odnalezienie się na przyszłym rynku pracy zwiększa zestaw kompetencji takich jak:
- Odporność (psychiczna)
- Elastyczność
- Zwinność
- Przywództwo
- Kreatywność
- Motywacja
- Samoświadomość
- Empatia
- Słuchanie
- Ciekawość
Jeśli potraktujemy te rekomendacje serio, natychmiast pojawia się wyzwanie: wielu z powyższych kompetencji nie da się „po prostu” nauczyć tak, jak uczy się Excela czy Pythona.
Oczywiście można zdobyć wiedzę na temat np. zasad komunikacji czy przywództwa, ale do zastosowania tych zasad w praktyce zwykle prowadzi długa droga, ponieważ są one złożoną wiązką umiejętności poznawczych, emocjonalnych, społecznych czy adaptacyjnych.
Co, więcej, bezpośrednie dążenie do bycia kreatywnym czy empatycznym przynosi mizerne skutki. Trudno się skupić, zacisnąć zęby i być bardziej twórczym. Im bardziej będziemy siebie naciskać, tym trudniej będzie o kreatywność. Moim zdaniem ta zasada dotyczy wszystkich w/w kompetencji i postaw.
Dwa królestwa woli
Jeśli czytacie ten tekst, to zakładam, że jest w Was wola rozwijania takich kompetencji jak kreatywność czy elastyczność. Wola odgrywa kluczową rolę w naszym życiu: dzięki niej dokonujemy zmian i osiągamy cele. Jest również niezwykle istotnym elementem procesów coachingowych i terapeutycznych, dlatego wiele osób poszukuje sposobów na jej wzmocnienie.
Jednak wola to coś znacznie więcej niż świadome, pełne determinacji „zaciskanie zębów”. Często błędnie utożsamiamy ją wyłącznie z siłą woli – jakby chodziło tylko o zwiększenie nacisku na samego siebie. Czym więc właściwie jest wola?
Na to pytanie próbował odpowiedzieć amerykański psychiatra i psychoterapeuta Leslie H. Farber, który zaproponował teorię dwóch królestw woli. „Pierwsze królestwo” to wola świadoma – nasza ambicja i determinacja, które pozwalają dążyć do jasno określonych celów, np. przygotować raport czy przeprowadzić prezentację. Jednak ta świadoma wola ma ograniczony zasięg.
„Drugie królestwo” woli to sfera nieświadoma, przypominająca podskórny nurt naszej rzeki życia. Ma ona swój kierunek, choć pozbawiona jest konkretnych celów. Dostarcza nam energii i siły napędowej, ale nie można nią bezpośrednio kierować. Ten nurt możemy rozpoznać i wykorzystać do realizacji swoich celów – albo przeciwnie: możemy próbować płynąć pod prąd.
Oto przykłady obrazujące granicę między dwoma królestwami woli – pokazujące, na co mamy bezpośredni wpływ, a na co nie:
- Możesz wsłuchiwać się w problemy ludzi, ale nie zmusisz się do empatii.
- Możesz działać zuchwale, ale bycie odważnym jest poza Twoją bezpośrednią kontrolą.
- Możesz wyznaczać innym cele, ale nie zmusisz ich do zaangażowania i zapału.
- Możesz zadawać pytania, ale to nie oznacza, że jesteś ciekawy.
- Możesz wyjechać na wakacje, ale nie zmusisz się do relaksu i odpoczynku.
- Farber ostrzegał, że używanie strategii „pierwszego królestwa woli” (planowanie, konsekwencja, determinacja) w przypadku takich pragnień jak chęć bycia szczęśliwym czy spełnionym często prowadzi do frustracji i lęku, ponieważ szczęścia czy sensu życia nie da się po prostu wytrenować. Trzeba do nich dotrzeć drogą okrężną.
Moim zdaniem podobnie jest z wolą bycia kreatywnym, elastycznym czy empatycznym. Oczywiście można nauczyć się zasad, technik i metodyk zarządzania – i to bywa potrzebne. Ale sama znajomość narzędzi najczęściej daje zmianę powierzchowną: poprawia zachowanie w sprzyjających warunkach, a pod presją łatwo wracamy do starych automatyzmów.
Droga okrężna
Skoro pewne cechy i kompetencje – takie jak twórczość, otwartość czy spontaniczność – są poza bezpośrednim zasięgiem naszej woli, to w jaki sposób rozwijać się w tych obszarach?
Tu z pomocą przychodzi Joseph Zinker, amerykański psychoterapeuta Gestalt i autor koncepcji cyklu doświadczania.
Cykl doświadczenia to proces, który – bardziej lub mniej uświadomiony – stale towarzyszy każdemu człowiekowi. Buduje naszą samoświadomość w kontakcie z otoczeniem. To dzięki niemu orientujemy się, jakie mamy potrzeby: od bardzo podstawowych, takich jak jedzenie, odpoczynek czy bezpieczeństwo, po bardziej złożone – jak poczucie sensu czy potrzeba rozwoju. Cykl pozwala również ocenić, które z tych potrzeb są w danej chwili najważniejsze.
Fundamentalne znaczenie cyklu doświadczania J. Zinker ujął następująco:
„Jeśli wiem, czego chcę, nie będę szukał innych ludzi, aby powiedzieli mi, czego chcę. Nie będę również dokonywał projekcji swoich potrzeb na innych. Egzystencjalnie rzecz biorąc, moja świadomość sprawi, że będę w stanie wziąć odpowiedzialność za swoje czyny”.
Co więcej, cykl doświadczania wpływa na to, jak wchodzimy w interakcję z rzeczywistością: jak reagujemy na nowe sytuacje (np. awans), jak podchodzimy do problemów oraz czy potrafimy uczyć się z informacji zwrotnej. To tutaj rozstrzyga się, czy w wymagających momentach jesteśmy bardziej spontaniczni, elastyczni i kreatywni – czy przeciwnie: sztywni, zachowawczy i reaktywni.
Nawiązując do teorii dwóch królestw woli Lesliego Farbera, „cykl doświadczania” można potraktować jak podziemną rzekę: gdy płynie swobodnie, jesteśmy bardziej otwarci na to, co przed nami. Mamy dostęp do pełniejszego spektrum doświadczeń – do radości i obaw, ekscytacji i smutku, energii i zmęczenia – a więc do materiału, z którego rodzą się sens, decyzja i twórczość.
Ten wewnętrzny nurt może jednak napotykać przeszkody i zahamowania. Gdy cykl zostaje zaburzony, w życiu częściej pojawiają się sztywność, nuda, lęk przed nowym, a także działanie „na autopilocie”. Na głębszym poziomie blokuje to właśnie te kompetencje, o których wspominałem na początku: kreatywność, empatię, ciekawość i elastyczność.
Jak przebiega cykl doświadczenia?
Joseph Zinker w cyklu doświadczania opisał, w jaki sposób ludzie uświadamiają sobie swoje potrzeby, następnie mobilizują się i podejmują działania w celu ich zaspokojenia.
Cykle doświadczania mogą toczyć się wokół codziennych potrzeb, takich jak odpoczynek, zaspokojenie głodu czy pragnienia. Ale są też cykle, które poszukują odpowiedzi na egzystencjalne pytania dotyczące naszych relacji, kariery czy duchowości.
Poniżej przedstawiam schemat cyklu doświadczania wg J. Zinkera. Widać na nim falę energii w czasie: od pierwszego sygnału (Sensation), przez świadomość i mobilizację (Awareness, Mobilization), działanie i kontakt z rzeczywistością (Action, Contact), aż po asymilację/uczenie się i wycofanie (Assimilation, Withdrawal).
-
Wrażenie (sensation) – początek cyklu
Zanim zaczniemy działać, wcześniej musi się pojawić potrzeba i chęć, które są motorem do wejścia w kontakt z otaczającym nas światem. Według Zinkera ta „potrzeba i chęć” wyłania się z wrażenia lub doznania – z „surowych danych”, które odbieramy na poziomie ciała. Doznanie jest jeszcze „przedświadome”. To może być ucisk w żołądku, przyspieszony oddech, dreszcze, napięcie w karku. Na tym etapie odbierane sygnały są jeszcze niezinterpretowane i nienazwane.
Każdemu z nas zdarzają się sytuacje, w których pomijamy wrażenia lub odczucia. Przykładowo, gdy intensywnie pracujemy nad jakimś zadaniem, możemy „zapomnieć”, że przez cały dzień nic nie jedliśmy lub nie piliśmy. Sygnały z ciała zostały zablokowane. Kluczowe jest jednak to, czy odcięcie dzieje się świadomie, czy nieświadomie.
Odcięcie, gdy jest nieuświadomione, może wynikać z lęku przed niezrozumiałymi sygnałami z ciała (np. zawrotami głowy, palpitacjami serca) albo z nawyku traktowania ciała jak narzędzia, które ma wykonywać polecenia rozumu. W ten sposób pomijamy sygnały. Im częściej to robimy, tym mniejszy mamy do nich dostęp. To pierwsza przeszkoda, która zubaża cały proces doświadczania – i w konsekwencji osłabia elastyczność.
Eksperyment (60 sekund):
Usiądź, zamknij oczy i skieruj uwagę na doznania płynące z ciała. Co wysuwa się na pierwszy plan? Zostań z tym chwilę. Nie oceniaj. Nie rób szybkich interpretacji. Zauważ tylko: co jest.
-
Świadomość (awareness) – czego teraz potrzebuję?
To moment, w którym nadajemy znaczenie napływającym informacjom. Ucisk w okolicach żołądka staje się „głodem”. Napięcie w karku – sygnałem przemęczenia. Doznanie nabiera kształtu, a potrzeba się klaruje. Dzięki temu za chwilę możemy się zmobilizować i przejść do działania.
Jeśli jednak rejestrujemy wrażenia, których nie rozumiemy, łatwo stają się one niepokojące i obce. Ten brak świadomości (co się ze mną dzieje?) może uruchamiać różne reakcje lękowe. Kołatanie serca będzie przeżywane jako zawał, a nie ekspresja strachu. Ból brzucha uznamy za zatrucie, a nie objaw stresu.
Jeśli objawy są niekomfortowe, to często staramy się ich pozbyć, usuwając je ze sfery świadomości. Przykładowo: ból jest informacją, że coś złego dzieje się w naszym ciele, a my – zamiast ją odczytać i zrozumieć – wolimy ból stłumić za pomocą środków farmakologicznych.
Zaburzenia na początku cyklu doświadczenia (na poziomie doznania i świadomości) widać potem w trudności z odpowiedzią na pytania, które jako terapeuta często zadaję swoim klientom:
- co teraz czujesz?
- czego w tej chwili potrzebujesz?
- co jest w tym momencie dla ciebie najważniejsze?
Odpowiedzi typu „Nie wiem” albo „Nic nie czuję” wynikają z długiej praktyki uniewrażliwiania i znieczulania się na doznania. Najczęściej tłumimy lęk, złość lub smutek, bo są źle widziane w naszym profesjonalnym otoczeniu. A one mogą być przydatne w niektórych sytuacjach. Jeśli jednak będziemy notorycznie je ignorować, to odetniemy się również od innych uczuć i pragnień, takich jak radość, tęsknota czy nadzieja. Wówczas nie będziemy wiedzieć, czy coś, czego doświadczamy, jest smutne, niepokojące, irytujące czy ekscytujące. Sygnały, które do nas docierają, będą niezrozumiałe. Trudno będzie nam ocenić, co jest dla nas dobre, a co nie; co jest dla nas ważne teraz, a co należy odłożyć na później.
Świadomość swoich doznań i uczuć pomaga człowiekowi na dwa sposoby:
- wzmacnia doświadczenie chęci i woli do działania oraz
- ułatwia wchodzenie w interakcje z otoczeniem, np. w relacjach interpersonalnych.
Na początku przyjrzyjmy się wpływowi chęci na wolę do działania. Jeśli czyjeś chęci opierają się wyłącznie na racjonalnym rozważaniu lub imperatywach moralnych, nie są już chęciami, tylko powinnościami i obowiązkami. Człowiek tego typu działa i ma poczucie, że panuje nad swoim życiem, ale de facto niczego nie chce od życia. Jego chęci zależą całkowicie od wymagań otoczenia lub tego, co dyktuje rozum. W słowniku tej osoby częściej pojawią się słowa „muszę”, „powinienem” niż „chcę” lub „wybieram”.
W relacjach interpersonalnych osoby aleksytymiczne (mające problem z rozpoznawaniem, rozumieniem i wyrażaniem swoich uczuć) nie mają łatwo. Inni nigdy nie wiedzą, co taka osoba czuje; odbierają ją jako pozbawioną energii, spontaniczności, sztywną i nudną. Ruchy takiego człowieka są tak przemyślane i pozbawione spontaniczności, że wydają się wymuszone i nieautentyczne. W nowych i niezaplanowanych sytuacjach nie ma miejsca na zabawę, spontaniczność czy radość – jest tylko niezręczne skrępowanie.
Blokada w „cyklu doświadczenia” między Wrażeniem a Świadomością powoduje, że człowiek ma ogólne poczucie, że czegoś potrzebuje albo coś mu nie pasuje, ale nie potrafi tego opisać.
Podobne zaburzenia w cyklu doświadczenia mogą pojawić się w organizacjach (firmach, instytucjach). To sytuacja, w której wrażenia (sygnały) w firmie są obecne, ale nie stają się informacją. Czujemy napięcie, niepokój, spadek energii, ale nie potrafimy przypisać im sensu i znaczenia. To jest moment, aby przyjrzeć się tym sygnałom, rozpoznać je i nazwać. Błędem na tym etapie jest przejście do planowania i działania, ponieważ nie mamy jasności co do problemu lub potrzeby.
Eksperyment (60 sekund):
Odłóż na chwilę telefon lub komputer. Zadaj sobie pytanie: czego w tej chwili potrzebuję? Co wysuwa się na pierwszy plan – w ciele, w myślach, w emocjach? Nazwij to możliwie prosto, bez interpretowania „dlaczego”.
-
Mobilizacja (mobilization) – nabierz rozpędu
Jeśli potrafimy odpowiedzieć na pytania:
- czego ja chcę w danym momencie? oraz
- co jest teraz dla mnie najważniejsze?,
to w naturalnym cyklu doświadczenia pojawia się mobilizacja energii do tego, aby najważniejszą potrzebę zaspokoić, np. odpocząć, wyjechać na urlop, założyć firmę, wysłać CV.
Na tym etapie wzrasta nasza energia, ale naturalny nurt rzeki życia może natrafić na przeszkody. Wiele osób, mimo że uświadamia sobie, co powinno zrobić, nie jest w stanie nabrać dostatecznego rozpędu, aby dokonać tego, co – jak widzi – jest dobre i odpowiednie dla nich. Człowiek mówi: „Wiem, że powinienem rzucić palenie, ale po prostu brak mi motywacji”.
Innymi słowy: jest świadomość, ale energia do działania zostaje zablokowana – często w obawie przed silnymi emocjami: gniewem, lękiem przed porażką, wstydem. Jednak zablokowana energia musi gdzieś znaleźć ujście. Bardzo często – zamiast popłynąć na zewnątrz – zawraca do środka. Zamiast wyrazić złość wobec osoby, która intencjonalnie przekracza nasze granice, kierujemy ją przeciw sobie: w postaci obwiniania się, dewaluowania siebie, autoagresji. Niestety, w ten sposób wiele osób zwraca się przeciwko sobie samym, ograbiając swoje życie z energii potrzebnej do wyrażania możliwości, twórczości, innowacyjności i potrzeby zmian w społeczeństwie.
Z czego to wynika? Tak jak wspomniałem, może to być lęk przed odsłonięciem się i wyrażeniem swoich potrzeb. Może to być także uczucie wstydu wynikające z przekonania, że pewne zachowania, np. wyrażanie złości lub okazywanie czułości, nie są akceptowalne. Kreatywność i twórczość wymagają mobilizacji i odwagi. Będzie o nie trudno, jeśli blokuje nas lęk, wstyd lub przekonania, że nie mamy do tego prawa lub zdolności.
Podobnie jak ludzie, organizacje też mogą utknąć między świadomością a mobilizacją. Często wygląda to tak, że w firmie „wiemy, co trzeba zrobić”, ale pojawiają się:
- sprzeczne interesy – kto na tym zyska, a kto straci?
- rozproszona odpowiedzialność – kto o tym decyduje?
- utrwalane przekonania – „centrala na to nie pozwoli”.
Praca na tym etapie, zarówno z ludźmi, jak i z organizacjami, polega na identyfikacji oporu przed mobilizacją i przywróceniu energii, która została zablokowana.
Pytanie:
Przypomnij sobie swoją potrzebę, którą odkładasz. Jeśli wiesz, czego chcesz, czemu nie nabierasz rozpędu?
-
Działanie (action): wejście w doświadczenie
Przekraczamy Rubikon! Wiemy, czego potrzebujemy. Jesteśmy zmobilizowani. Czas na działanie i wejście w kontakt z otoczeniem.
To ważny moment w cyklu doświadczania, ponieważ działanie jest głównym źródłem naszego doświadczenia. Umożliwia autorefleksję dzięki informacji zwrotnej, którą otrzymujemy od otoczenia.
Naturalny proces doświadczenia prowadzi do działania nastawionego na spełnianie potrzeby i rozładowanie energii, np. mam potrzebę zmiany zawodowej, więc zmieniam pracę lub zakładam własną firmę; potrzebuję urlopu – pakuję się i wyjeżdżam.
Czasami jednak energia nie przekłada się na działanie. To przypomina jazdę samochodem ze wciśniętym gazem (mobilizacja) i hamulcem (lęk) jednocześnie. Z jednej strony człowiek jest zmobilizowany, z drugiej – nie jest w stanie użyć swojej energii do działania, które przyniesie mu to, czego pragnie. Skąd ten impas?
Działanie ma coś w sobie nieodwracalnego: wymaga liczenia się z konsekwencjami i z reakcją otoczenia. Impas może też wynikać z paraliżującej ambiwalencji (ciągłego rozważania „za” i „przeciw”), np. zostać w pracy, która nie daje mi satysfakcji, ale ma sporo plusów, czy szukać czegoś, co mnie inspiruje?
Jeszcze inną przyczyną utraty energii jest jej rozproszenie. Z jakiegoś powodu wiele osób spędza życie na marzeniach typu „gdybym tylko”: zmienił pracę, nauczył się języka, kupił dom na wsi – to moje życie wyglądałoby inaczej. Bardzo często takie osoby są świadome swoich potrzeb i potrafią się zmobilizować. Dlaczego zatem tkwią w miejscu? Co robią w tym cennym momencie, gdy trzeba zacząć działać? Dlaczego trwonią energię na coś innego, np. włączają serial lub zatapiają się w mediach społecznościowych?
Częstym, nieuświadomionym powodem rozpraszania energii jest lęk przed konsekwencjami działania: lęk przed niepowodzeniem, śmiesznością, zawodem, dezaprobatą, którą wiążemy z podjęciem działania. W takiej sytuacji trzeba wrócić do poprzednich etapów cyklu doświadczenia i zadać sobie pytania: Czy mój cel jest tak naprawdę moim celem? Czy wierzę, że go osiągnę? Czy mam jakieś konkurencyjne motywy, które sabotują mój cel?
W organizacjach impas na etapie działania często wygląda bardzo „racjonalnie”. Zlecamy jeszcze jedną analizę, zwołujemy jeszcze jeden komitet, uruchamiamy jeszcze jeden pilot. Z zewnątrz widać ruch, ale to ruch w miejscu – bez decyzji, która niesie ryzyko i konsekwencje. Rozproszenie energii przyjmuje formę zajętości: kalendarze puchną, a realne kroki na zewnątrz (rynek, klient, trudna rozmowa, wybór) są odkładane.
Pytanie:
Jak rozpraszasz swoją energię potrzebną do działania?
-
Wejście w kontakt i asymilacja
Na tym etapie, kiedy rzucamy się w wir działania, nasze doświadczenie może mieć różny przebieg.
Gdy Joseph Zinker pisze o wejściu w kontakt, ma na myśli chwilę, w której „odżywiamy się pozytywnymi skutkami naszego działania”: jesteśmy świadomi tego, co robimy, i co z tego wynika. Pierwotna potrzeba doznaje zaspokojenia, pojawia się satysfakcja, ulga, domknięcie. Dzięki temu energia opada w naturalny sposób – możemy się wycofać, zintegrować doświadczenie i otworzyć na kolejne. To jest moment „nagrody” nie w sensie premii, lecz w sensie psychologicznym: organizm dostaje sygnał: to miało sens, to działa, to jest zakończone. Bez tego sygnału cykl się nie domyka.
Co na tym etapie może nam przeszkodzić?
Po pierwsze: ciągłe działanie bez kontaktu z efektem. Wiele osób jest w permanentnym trybie „do przodu” i po pewnym czasie nie pamięta już, po co to robi. Działa na autopilocie. Widać to nawet w drobiazgach: jedzą, ale nie czują smaku ani momentu sytości, bo jednocześnie rozmawiają przez telefon i odpowiadają na maile.
Po drugie: są osoby, które nie potrafią zakończyć działania, bo nie potrafią poczuć satysfakcji z zadania „wystarczająco dobrze” ukończonego. W ich wewnętrznym systemie zawsze jest coś do poprawy – jeszcze jeden slajd, jeszcze jedna iteracja, jeszcze jedna kontrola. To zaburzenie cyklu doświadczenia jest charakterystyczne dla perfekcjonistów i pracoholików: kontakt z efektem jest dla nich trudny, bo efekt nigdy nie jest „wystarczający”, a więc nie ma domknięcia. Wtedy działanie przestaje karmić – zamiast tego wysysa energię.
W firmie wygląda to podobnie: jedne spotkania kończą się i natychmiast zaczynają kolejne, projekty się „dowodzi”, ale nie ma chwili, w której ktoś realnie sprawdza, co z tego wynika, czego się uczymy i co domykamy. Energia nie opada, tylko utrzymuje się w chronicznej mobilizacji – a to jest prosta droga do zmęczenia, wypalenia i poczucia pustki.
Pytanie:
Kiedy ostatnio celebrowałeś ukończenie jakiego ważnego zadania?
-
Wycofanie się (withdrawal)
To bardzo ważny moment w cyklu doświadczania. Aby rozpoznać kolejną potrzebę, konieczny jest moment wycofania się z bieżącego doświadczenia. Zinker nazywa go „płodną próżnią”.
Płodna próżnia nie oznacza bezczynności. To raczej stan gotowości i chłonności, w którym napięcia poprzedniego cyklu opadają, a nasz system percepcji odzyskuje wrażliwość na świeże bodźce. Żeby mogło wyłonić się coś nowego, potrzebna jest chwila „pustki”, w której nie produkujemy natychmiast kolejnych reakcji, tylko pozwalamy, aby pojawiło się nowe wrażenie, impuls. Wówczas cykl doświadczenia rusza na nowo.
Osoby żyjące w ciągłej mobilizacji i działaniu mają z tym etapem szczególny problem. Ich cykl doświadczenia jest zaburzony już na początku – na poziomie doznania i świadomości – bo w permanentnym pośpiechu trudno usłyszeć odpowiedź na proste pytania: czego teraz potrzebuję? Co jest dla mnie najważniejsze w tym momencie? Bez wycofania nie ma świeżego początku; zostaje tylko powtarzanie tego samego ruchu. W takiej sytuacji trudno o kreatywność, empatię i elastyczność.
Dlaczego tak trudno nam wycofać się z działania?
Jak pisał Zinker, rytm między mobilizacją a wycofaniem jest czymś naturalnym w przyrodzie. Tymczasem nasza kultura ma uprzedzenia wobec tego rytmu – faworyzuje „wysoką energię” i ciągłą aktywność, a deprecjonuje fazę opadania i ciszy:
- wolimy być rozmowni niż milczący;
- preferuje się pracę niż odpoczynek;
- zachęcamy do radości, unikamy smutku;
- kontakt z ludźmi jest lepiej widziany niż samotność;
- preferuje się kontrolę, a nie bierność;
- pewność siebie jest „lepsza” niż nieśmiałość czy zakłopotanie;
- energia kontra zmęczenie;
- siła kontra słabość;
Pytanie:
Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie chwilę zatrzymania i otwartości na to, co samo się wyłoni w twojej świadomości bez wysiłku i oczekiwań ?
Podsumowanie
Wzrastająca zmienność i niepewność otoczenia sprawiają, że jako ludzie i jako liderzy organizacji możemy wybrać dwie skrajne postawy, które ograniczą nam możliwość elastycznej reakcji i twórczego dostosowania. Możemy utknąć w ciągłej analizie, bez odwagi ruchu. Możemy być w chronicznej mobilizacji, ale bez kontaktu z efektem swojego działania, a w konsekwencji przegapić ważne sygnały o potrzebie zmiany. W obu scenariuszach tracimy dostęp do kreatywności i ciągłej nauki.
Cykl Zinkera podpowiada prosty, acz nieoczywisty wniosek: elastyczność i kreatywność, których tak bardzo potrzebujemy, są skutkiem ubocznym dobrze działającego procesu doświadczania – od uchwycenia sygnału, przez nadanie mu znaczenia, mobilizację i działanie, aż po integrację i wycofanie. Gdy któryś z etapów jest pomijany, jako ludzie i organizacje zaczynamy działać reaktywnie, bez poczucia sensu, a energia rozpływa się w zajętości.