Pułapka stopienia z pojęciowym JA

Autorką eseju jest Joanna Cierlica – psycholożka kliniczna i biznesu, doradczyni menedżerów i przedsiębiorców w zakresie zdrowia psychicznego pracowników, stresu w pracy i wzmacniania organizacyjnego dobrostanu. Współpracuje z Values i Akademią Psychologii Przywództwa przy Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej jako autorka publikacji i programów nt. wyzwań kobiet liderek i dobrostanu. Więcej o Joannie Cierlicy-Nowaczyk przeczytasz tutaj.

Jestem jak kanarek w kopalni. Żywa testerka dosłowności – gdy jej stężenie w konwersacji osiąga poziom „śmiertelnej powagi”, mój organizm reaguje alarmem. Chcę uciekać, upozorować omdlenie lub stupor. Mam silną niechęć do brania wszystkiego na poważnie, do sztywnego trzymania się przekonań bez tolerancji na żart, do napuszenia, do niezdolności spojrzenia na siebie z humorem, posłużenia ironią lub metaforą. 

Tę „drętwofobię” traktuję w pracy jako pierwszy wskaźnik sygnalizujący, że moi klienci wpadli w pułapkę „pojęciowego więzienia”. Co to oznacza? Że znane, wciąż powtarzane „prawdy” na własny temat – zarówno pozytywne, jak i negatywne – są traktowane ze śmiertelną powagą, jako sprawy, co do których klienci chcą mieć „rację”. 

„Jestem osobą niewystarczająco pewną siebie”, „Jestem DDA/DDRD/ADHD/ZA…”, „Jestem wysokowrażliwa”, „Mam dużo czerwonego koloru, chcę szybko widzieć efekty”, „Nigdy się nie złoszczę, nie lubię, wiec ta emocja to na pewno nie złość”, „Jestem zdolny, ale leniwy”, „To nie leży w mojej naturze”, „Jestem zadaniowcem”, „Jako typowy (tu rola, płeć, pochodzenie, jednostka chorobowa lub znak zodiaku) zawsze…” – zwracam uwagę na podobne zdania. Są dowodem, że świat pojęć, w którym żyją wypowiadające je osoby, to ich pewnik. W tym świecie niektóre myśli są uważane za słuszne, inne za irracjonalne, jedne emocje za dobre, inne za złe, pewne przekonania są „dowodem” wysokiej samooceny, inne niskiej i tak dalej. Skłonność ludzkiego umysłu do wiązania własnej tożsamości z werbalnie skonstruowanym JA jest ograniczeniem, pułapką. Prowadzi do – łagodnie mówiąc – autostereotypizacji, a dosadniej do zlania z osądami na temat własnej osoby co niepotrzebnie ogranicza zasób zachowań i uniemożliwia jakąkolwiek zmianę. 

Często odruchowo zakładamy, że „wystarczy” wyeliminować te przekonania na własny temat, które są złe i stanowią ograniczenie, jak również zbudować czystą, solidną wiarę w siebie, opartą o dobre przekonania. Spodziewamy się, że na skutek pracy nad sobą, lektur poradników, interwencji coachów, psychoterapeutów czy motywacyjnych mówców „naprawimy się”, wymienimy lub wykarczujemy kiepskie podpowiedzi umysłu. 

Tymczasem problemem nie są złe czy dobre przekonania, jest nim natomiast przywiązanie do tych przekonań. Jedną z oznak wyswobadzania się z pułapki własnego umysłu jest zdolność do szczerego śmiania się z siebie. „Uśmiech, który wie wszystko” – tak nazywa się ta umiejętność w buddyzmie. Skłonność, by traktować swoją osobę bardzo poważnie jest źródłem niemałego ludzkiego cierpienia, dlatego stosowanie humoru, ironii i paradoksu są najczęściej oznakami zdrowego życia. „Sytuacja jest beznadziejna, ale niepoważna” – zakończył klient opowieść o kolejnym w tygodniu napadzie paniki, w wyniku którego przestał jeździć windą i był zmuszony wchodzić na ósme piętro schodami. Mój „kanarek w kopalni” śpiewał niezagrożony, doceniając dystans pełen humoru. Przeczuwam, że ten klient oswoi swój lęk.